Witamy na Schalke04.pl! Dzisiaj jest piątek, 18 maja 2012.
Rejestracja

Następny mecz Ostatni mecz

Tabela Strzelcy

1. Borussia Dortmund
34
81
2. Bayern Monachium
34
73
3. Schalke 04 Gelsenkirchen
34
64
4. Borussia Mönchengladbach
34
60
5. Bayer Leverkusen
34
54
więcej

Sonda Zawodnik miesiąca

Najlepszy piłkarz sezonu 2011/12 to...
Lars Unnerstall
Benedikt Höwedes
Kyriakos Papadopoulos
Joel Matip
Christian Fuchs
Jermaine Jones
Jefferson Farfán
Marco Höger
Lewis Holtby
Julian Draxler
Raul
Klaas-Jan Huntelaar

Zdjęcie tygodnia Cytat tygodnia

Hunter

Feta po zdobyciu tytułu króla strzelców przez Huntera.

Galeria zdjęć Galeria video

Pilzno vs. Schalke

16.02.2012; 19:00
13 zdjęć

Schalke vs. Mainz

4.01.2012; 15:30
15 zdjęć

Zgrupowanie w Katarze

05.01.2012; 13:30
12 zdjęć

Maccabi vs. Schalke

14.12.2011; 21:05
21 zdjęć

Schalke vs. Steaua

1.12.2011; 19:00
15 zdjęć

więcej

Wywiady Felietony

Schmeer odrzucił ofertę Schalke!
theMat, 2012-05-17 20:35:44
Schalke pozyska napastnika z Hessenligi
theMat, 2012-05-15 14:20:02
Huntelaar przedłuży przed Euro?
theMat, 2012-05-07 12:29:07
więcej

Statystyki Osoby online

Strona istnieje od: 2347 dni
Zarejestrowanych użytkowników: 577
Newsów w serwisie: 2413
Użytkowników online: 0
Online: 28

Felieton: Mistrzowie serc

Bordieu, 2011-10-24 20:23:37 (4 komentarze)

Zapraszam do zapoznania się z felietonem opowiadającym o jednym z najdramatyczniejszych finiszów rozgrywek w historii futbolu, a jednocześnie dramatem zespołu Schalke 04.

 

Futbol bezustannie nas zaskakuje. Jest nieprzewidywalny i właśnie za to go kochamy! Zwroty akcji żywcem wyjęte z kalejdoskopu doprowadzają kibiców do skrajnych emocji, z jednej strony dzikiego szału radości, z drugiej natomiast do łez smutku, a nawet prób samobójczych (sic!). Słowem – Hitchcock by się nie powstydził! Doświadczaliśmy już wszystkiego, niemal każdy kibic piłki kopanej pamięta finał Ligi Mistrzów z roku 1999, podobnie jak ten sprzed sześciu lat. Podczas spotkania na katalońskim Camp Nou głównym bohaterem opowieści narrator (czytaj: los) naznaczył Manchester United. Konfrontacja w Stambule szczęśliwie zakończyła się natomiast dla FC Liverpoolu, gdzie główną rolę odegrał polski goalkeeper – Jerzy Dudek. Dość zastanawiającym można uznać fakt, iż niewielu obserwatorów wspomina jeden z największych horrorów w dziejach tego sportu. Mowa tu o sezonie 2000/01 na niemieckich murawach. Uściślając, mam na myśli finisz tych rozgrywek, który niezręcznie określić słowem „nietuzinkowy”. Moim zdaniem był on po prostu „niepowtarzalny”!



Cofnijmy się wstecz o około 133 miesiące. Jest słoneczny sierpień, podczas gdy astronomowie i historycy wypatrują końca XX. wieku, a biegnący za sensacją żurnaliści odliczają dni do końca świata, w nastawionym na wydobycie węgla ponad 250-tysięcznym mieście Gelsenkirchen, zawodnicy miejscowego Schalke 04 znajdują się u schyłku okresu przygotowawczego przed najbliższymi rozgrywkami. Triumfator ówczesnego Pucharu UEFA z roku 1997, dowodzony przez cholernie ambitnego Huuba Stevensa jest jednym z faworytów do wzniesienia mistrzowskiej patery. Oprócz niego o to zacne trofeum walczyć będą nuworysze z Monachium, czyli po prostu Bayern, zawsze zdeterminowana Borussia Dortmund oraz stali przewodzący ligowej tabeli – Bayer Leverkusen oraz Werder Brema. Barwy „Królewsko-Niebieskiej” ekipy reprezentuje m.in. dwóch panów Tomaszów – Hajto oraz Wałdoch, którzy za naszą zachodnią granicą nazywani są „polskim murem” i – zdaniem niemieckich mediów – należą do najlepszych defensorów w Bundeslidze! Od początku rywalizacji naznacza się prowadzenie rywali zza miedzy, wspomnianego S04 oraz monachijskiego FCB. Obie drużyny w pierwszych kolejkach rozprawiają się ze swoimi rywalami z lekkością broadway’owskiej baletnicy oraz wdziękiem Brada Pitta. „Górnicy” kolejno nie dają szans FC Köln (2:1), Hansie Rostock (4:0), Energie Cottbus (3:0). Po raz pierwszy punkty tracą w czwartej kolejce gier, kiedy to na ich drodze stanęło TSV 1860 Monachium, a niezawodny Beierle uratował szczęśliwy remis. „Gwiazdy Południa” na inaugurację pokazują miejsce w szeregu stołecznej Hercie (4:1). Najmniejszych problemów nie mają również z ograniem VfL Bochum (3:1) oraz Wolfsburgu (3:1). Podobnie jak swój rywal w wyścigu po mistrzostwo po raz pierwszy na przeszkodę natrafiają w czwartej kolejce. Jeśli Schalke tylko obiło się o bandę i popędziło do przodu, to Bayern rozbił swój bolid doszczętnie, albowiem doznał bolesnej porażki w Stuttgarcie (1:2) i długo nie mógł wyjść na prostą. 11 listopada 2000 roku na archaicznym Parkstadion w północnej części Gelsenkirchen zjawił się komplet widzów (62.109). Ich ulubieńcy tego popołudnia podejmowali właśnie zawodników Ottmara Hitzfelda. Jakie są mecze pomiędzy rywalami, którzy uszczypliwości nie szczędzą sobie na każdym kroku, każdy wie doskonale. Maksymalna walka, wiele kartek oraz emocje, który tego dnia wręcz kipiały z „Królewsko-Niebieskiego” kotła. W 34. Minucie niezdecydowanie Van Kerkchovena wykorzystał niezawodny Giovane Élber i dał prowadzenie swojej drużynie. Na ripostę gospodarzy czekać trzeba było ponad 20 minut, kiedy to solową akcję celnym uderzeniem zakończył Andy Möller. Niecałe 60. sekund później znów w szampańskich nastrojach byli przyjezdni z Bawarii, a w objęciach kolegów utonął Sergio. Zdarte gardła kibiców z Parkstadion zostały ukojone trafieniem Geralda Asamoah, a kolejnym pozytywnym bodźcem była bramka Ebbe Sanda, która dała niemal bezcenne trzy punkty w starciu z dużo bardziej utytułowanym rywalem. Od tamtego momentu uważnie śledzony był każdy krok w stronę zdobycia upragnionej patery, którą w siedzibie zespołu Rudiego Assauera widziano po raz ostatni… w 1958 roku! Do kolejnego starcia na szczycie doszło 14 kwietnia 2001 roku. Z uwagi na to, że „obiecana” zagłada naszej planety nie doszła do skutku, kibice po raz kolejny mogli emocjonować się pojedynkiem na najwyższych poziomie. Jak donosiły wtedy wszystkie niemieckie dzienniki, Monachium od wczesnych godzin porannych zapełnione było czerwonymi oraz błękitnymi barwami. Przyjezdni turyści nie mieli co marzyć o spokojnym wypiciu zimnego Paulanera w centrum miasta, ba, nie mogli nawet śnić o zwiedzeniu stolicy Bawarii. Naszpikowane „emocjonatami” futbolu okolice stadionu na dobre nie opustoszały nawet po pierwszy gwizdku sędziego. To, co działo się na murawie przyprawić o zawał serca mogło niejednego pana przybranego w szalik z napisem „Bayern München”. Już po 180 sekundach Stadion Olimpijski wybuchnął nieukrywaną radością, bowiem Carsten Jancker pokonał mierzonym uderzeniem Olivera Recka! Istotnie był to mocny kopniak w zad dla przyjezdnych z Gelsenkirchen. Już po kwadransie gry na tablicy widniał rezultat remisowy. W 48. minucie po raz drugi w protokole meczowym, w rubryce „Strzelcy bramek” zapisał się duński dynamit – Ebbe Sand. Gwóźdź do monachijskiej trumny wbił ten sam zawodnik, który końcowy rezultat ustanowił na piętnaście minut przed końcowym gwizdkiem pana Austa z Kolonii. Była to 29. kolejka rozgrywek. Choć Huub Stevens – niczym nienagannie spisujący się kapitan na pokładzie Titanica – w oddali widział horyzont, to do upragnionego finiszu brakowało jeszcze bardzo wiele. Jak się miało okazać, los załogi tego okrętu nie był jeszcze pewny…



Przed ostatnią, decydującą o wszystkim kolejką gier sytuacja w tabeli prezentowała się następująco:

 


Bayern Monachium – 33 mecze, stosunek bramek 61:38, 62 punkty
Schalke 04 – 33 mecze, stosunek bramek 60:32, 59 punktów
Bezpośrednie starcia – 2:0 dla S04



Zapełnione tego dnia 65 tysiącami fanów „Die Königsblauen” Parkstadion choć w pierwszych minutach regularnie pokrywało się mozaiką stworzoną z tekturowych malowideł imitujących mistrzowską paterę, z czasem coraz mocniej gasło. W 3. minucie do siatki Olivera Recka trafił André Breitenreiter, w 27. Mirosław Spiżak. To był szok dla fanatyków z Gelsenkirchen, jednak pierwsze pozytywne bodźce tchnęli w nich Nico van Kerckhoven oraz Gerald Asamoah, którzy jeszcze przed przerwą doprowadzili do wyrównania. Choć na 20 minut przed końcowym gwizdkiem SpVgg Unterhaching ponownie prowadziło, o sobie znać dał geniusz Jörga Böhme oraz strzelecki instynkt Ebbe Sanda. Mamy 89. minutę potyczki w Zagłębiu Ruhry, trybuny szaleją po bramce zdobytej przez duńskiego napastnika, jedni płaczą z radością, inni z wypiekami na twarzy obserwują to, co dzieje się w Hamburgu. Nie minęło 60 sekund, a stadionowy spiker krzyczy: „Tooooooooooooooooooor, Sergej Barbarez!!! Kopfball Tor, Kopfball Tor!” Były reprezentant Bośni i Hercegowiny idealnie wykańcza dośrodkowanie z lewej strony boiska i pokonuje Olivera Kahna! To Schalke jest mistrzem Niemiec, po raz pierwszy od 1958 roku! Chwilę potem rozemocjonowany komentator wykrzykuje do mikrofonu: „Das Ende!!! Schalke Deutsche Meister!!!” Na murawę wylewa się „Królewsko-Niebieska” fala kibiców, trawnik stadionu jest bezprecedensowo wycinany, fani szaleją, tańczą, śpiewają, gdzieś w oddali widać tańczących zawodników, którzy podrzucają do góry Huuba Stevensa! W przestworza idą szaliki, koszulki! Praktycznie nikt nie obserwuje tego, co dzieje się w Hamburgu, a transmisja na telebimie nadal trwa. Piłkarze mozolnie zbierają się na podeście, już za kilka chwil wznieść mają do góry najważniejsze trofeum za naszą zachodnią granicą! W pewnym momencie zauważyć można potężne, z sekundy na sekundy potęgowane szmery, ktoś stojący pod bramką pada na murawę i zaczyna płakać. Ogromny chaos, nikt nie wie, co się dzieje. Spiker przez łzy i przygnębienie stara się wykrztusić informacje o tym, że dosłownie na kilka sekund przed końcem spotkania Patrik Andersson skutecznie egzekwuje rzut wolny pośredni… Szwedzki defensor wykorzystuje nieporozumienie pomiędzy obrońcą, a Mathiasem Schoberem (nota bene aktualnie zawodnikiem S04). Arena w Hamburgu zamarła, nieopisana radość wybuchła na ławce obsadzonej przez zawodników i trenerów FCB. Oli Kahn wykonuje swoją słynną cieszynkę, podczas której wyrywa i wymachuje chorągiewką boczną (kilka lat później jego wyczyn skopiuje Manuel Neuer). Ottmar Hitzfeld z pełnym niedowierzaniem oblewa ogromnym kuflem piwa swoich podopiecznych, w objęciach zawodników tonie główny aktor tego widowiska – wspomniany Andersson. Niemal w 60 sekund najpiękniejsze chwile fanów z GE stają się ich koszmarem. Ubrany w trykot HSV członek zarządu Schalke – Andreas Müller klęczy na schodach i ociera łzy, dyrektor Rudi Assauer wypala już –ente cygaro tego po południa. Na podeście widnieje armia zawodników „Die Knappen”, których chyba tylko metalowa barierka podtrzymuje przed osunięciem się na ziemię.

 


Cała sytuacja zaognia się w momencie, gdy powtórki telewizyjne wskazują, że odgwizdanie przez sędziego rzutu wolnego pośredniego nie było dobrą decyzją, bowiem defensor z Hamburga podał piłkę do bramkarza zupełnie przypadkowo, robiąc wślizg…

 


Finisz rozgrywek 2000/01 uznano za najbardziej dramatyczny w dziejach 1. Bundesligi. Choć to Bayern sięgnął po mistrzostwo, moralnym zwycięzcą czuć mogli się zawodnicy Schalke 04, za których kciuki trzymała zdecydowania większość naszych zachodnich sąsiadów. To właśnie wtedy powstało słynne określenie „Meister der Herzen” (Mistrzowie Serc), często złośliwie przekręcane na „Meister der Schmerz ” (Mistrzowie Bólu). Jedynym pocieszeniem dla zespołu z robotniczego miasta pozostała więc korona króla strzelców, którą ex aequo z niedoszłym herosem Barbarezem zdobył Sand. Oraz fakt, iż stale się jednym z aktorów genialnego spektaklu, spektaklu którego nie wymyśliłby żaden reżyser. Stworzyło go samo życie, która po raz kolejny pokazało jak może być przewrotne.

 

 

Marcin Borzęcki

Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
misiek763, 24.10.2011; 23:48

tez mnie wtedy kur...ca wziela ale to tylko umocnilo obrzydzenie do FCBajzlu ale to nie jedyny przypadek ze tym ......uda sie ukrasc w dziwny sposob Mistrzostwo, Beckenbauer i spolka z DFB za tym stoi i kreci cala Bundesligä

wnuczek, 24.10.2011; 23:19

oglądałem na sat 1......................na pewno nie zapomne do ostatnich minut mojego zycia

Krystian168, 24.10.2011; 22:04

Aż łezka w oku się kręci na wspomnienie tamtych chwil.

PS Świetny tekst! Brawo Marcin.

fred, 24.10.2011; 21:18

Co za wspomnienia... Oglądałem łączoną transmisję obu spotkań chyba na Sat 1. Pamiętam jak komentator oszukał wszystkich krzycząc "Ende in Hamburg, Schalke ist Meister!". A potem przeprosiny i wyjaśnienie, że mecz w Hamburgu jeszcze trwa... szok, jakaś łza się nawet w oku zakręciła po golu Anderssona. Nie zmienia to faktu, że była to najładniej i najskuteczniej grająca drużyna Schalke jaką dotychczas poznałem. Pewna obrona, szalejący na lewej stronie Bohme, i duet Sand - Mpenza. Dla przypomnienia - w bramce HSV stał wtedy Mathias Schober. :)

Projekt i wykonanie: Robert Laskowski | Kodowanie i podpięcie: QSky
Schalke.com.pl - Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyright (c) 2010 - 2011